Podróże

Zielone oazy Bangkoku: ukryte parki i kanały, które znają tylko miejscowi

Zielone oazy Bangkoku: ukryte parki i kanały, które znają tylko miejscowi

Dlaczego warto uciec od klimatyzacji i centrów handlowych

Bangkok wielu osobom kojarzy się z jedną wielką sauną: wychodzisz z klimatyzowanego BTS, przebiegasz w słońcu 200 metrów i już marzysz o następnym centrum handlowym. Do tego smog, korki i płatne atrakcje, które po trzecim bilecie zaczynają boleć bardziej niż spalone ramiona.

Dobra wiadomość: stolica Tajlandii ma też drugą twarz. Pomiędzy biurowcami, centrami handlowymi i autostradami kryją się spokojne, zielone oazy, z których korzystają głównie mieszkańcy. Idealne, jeśli planujesz w Bangkoku kilka dni lub tygodni i potrzebujesz przerwy od zgiełku. Albo podróżujesz z dziećmi i chcesz je wypuścić na trawę, zamiast po raz piąty krążyć po food courcie.

Bangkok wcale nie musi oznaczać tylko spoconego sprintu między klimatyzacją w BTS a klimatyzacją w centrum handlowym. Można zrbić coś szalonego: usiąść pod drzewem, rozłożyć koc, wypożyczyć tani rower i po prostu… nic nie robić. I to wszystko za darmo (no dobrze, płacisz tylko za przekąski i ewentualny rower).

Ten tekst jest dla digital nomadów, rodzin, par i solo podróżników, którzy szukają w mieście taniego „mikro–urlopu”. Bez katalogu atrakcji jak z folderu biura podróży, za to z konkretem: które parki, jak dojechać komunikacją miejską, gdzie rozłożyć koc, jak nie przepłacić za wodę i co bym zrobił inaczej następnym razem.

Na celowniku m.in. Wachirabenchathat Park, znany też jako Suan Rot Fai, kilka nowszych, mniej oczywistych parków oraz zielone zakamarki przy kanałach. A na samym końcu – linki do innych tekstów o sprytnym, bezpiecznym i budżetowym podróżowaniu, od Japonii po Patagonię.

Wachirabenchathat Park (Suan Rot Fai): zielone płuca Bangkoku z dala od turystycznego zgiełku

Wachirabenchathat Park, częściej nazywany po prostu Suan Rot Fai („park kolejowy”), leży w północnej części Bangkoku, tuż obok Chatuchak Park i Queen Sirikit Park. Między tymi trzema ogrodami można swobodnie przechodzić pieszo, więc jeśli masz więcej czasu, da się z tego zrobić cały zielony dzień.

Kiedyś było tu pole golfowe, dziś to klasyk wśród lokalnych rodzin, biegaczy i ekip na wieczorny piknik. Atmosfera jest totalnie nieturystyczna: ludzie biegają, jeżdżą na rowerach, dzieci ganiają za bańkami, a na trawnikach rozkładają się całe klany z pudełkami jedzenia.

Co robić w Suan Rot Fai

Park jest rozległy i ma wszystko, czego potrzeba do miejskiego „detoksu”:

  • Ścieżki rowerowe – szerokie, asfaltowe, do jazdy w kółko bez stresu. Idealne, jeśli dawno nie jeździłeś i nie chcesz od razu walczyć z ruchem ulicznym.
  • Alejki w cieniu drzew – dobre na spokojny spacer z wózkiem, kawą w ręku i pretskstem, by zatrzymsć się co 100 metrów „bo ładne drzewo”.
  • Stawy z moniforami wodnymi – wyglądają jak mini–smoki Bangkoku. Fajne do obserwowania, ale nie do głaskania: nie dokarmiamy, nie dotykamy, nie robimy selfie z metra.

Tani piknik jak lokalni

Zamiast zamawiać drogi lunch, zrób klasyk w wersji „lokalny budżet”:

  • po drodze wpadnij do marketu przy BTS lub MRT (stacje Mo Chit, Chatuchak Park, Ha Yaek Lat Phrao),
  • kup gotowe dania w pudełkach, owoce, napoje, może jogurt czy paczkę chipsów „na negocjacje” z dziećmi,
  • weź z hotelu lub mieszkania własny koc – w parku raczej nikt ci go nie pożyczy,
  • zapakuj dużo wody i mokre chusteczki (w Tajlandii to waluta ważniejsza niż euro).

Alkoholu nie bierz – w publicznych parkach jest zakaz, a lokalna policja potrafi to traktować całkiem serio.

Jak dojechać i kiedy jechać

Najprościej do Suan Rot Fai dotrzeć kombinacją BTS + MRT:

  • BTS Mo Chit lub MRT Chatuchak Park – wysiadasz, kierujesz się w stronę Chatuchak Park i przechodzisz dalej do Wachirabenchathat Park; to kilka–kilkanaście minut spaceru.
  • Autobusy też dojeżdżają w okolice, ale wymagają cierpliwości i pewnej odporności psychicznej na korki.

Godziny to klucz do przeżycia. Najlepiej przyjechać:

  • rano – od wschodu słońca do ok. 9:00, kiedy słońce jeszcze nie postanowiło nikogo zgrillować,
  • późne popołudnie – od ok. 16:30, kiedy pojawiają się chłodniejsze podmuchy i lokalni wychodzą pobiegać.

Południe? Chyba że lubisz uczucie, jakbyś stał w piekarniku z funkcją „termoobieg + wilgotność 90%”.

Wypożyczenie roweru i małe triki budżetowe

W parku działa kilka małych wypożyczalni rowerów. Sprzęt jest prosty, ale spełnia zadanie. Ceny wahają się zwykle w okolicach „taniej kawy” za godzinę lub dwie. Często trzeba zostawić:

  • dokument do wglądu albo
  • niewielki depozyt zwrotny.

Wciąż jest to jedna z tańszych rozrywek, szczególnie dla rodziny – a przejażdżka pośród palm i stawów zostaje w pamięci dużo dłużej niż kolejny mall.

Co jeszcze warto mieć?

  • Butelka z filtrem – mniej plastikowych butelek, mniej wydatków.
  • Spray na komary – szczególnie popołudniami i w okolicy wody.
  • Cienki szal lub parasol przeciwsłoneczny – wygląda dziwnie tylko pierwsze 5 minut, potem będzie twoim najlepszym przyjacielem.

A czego bym nie robił następnym razem? Nie przychodziłbym w ciemnych dżinsach. W Bangkoku to praktycznie mobilna sauna.

Nowe i mniej znane parki miejskie: gdzie złapać oddech bez tłumów i biletów

Bangkok od kilku lat intensywnie zazielenia się na nowo. Powstają linearnie ciągnące się parki wzdłuż kanałów, zielone mosty nad ulicami i nowoczesne ogrody, które w folderach turystycznych pojawiają się dopiero od niedawna.

Benjakitti Forest Park – podniesione kładki nad bagnami

Benjakitti Forest Park to nowa wizytówka „zielonego Bangkoku”. Rozszerzony teren wokół dawnego parku Benjakitti zamienił się w coś między miejskim lasem a podmokłymi łąkami, po których chodzisz po podniesionych kładkach. Wieczorem odbijają się tu światła wieżowców, a ty masz wrażenie, że spacerujesz po lesie na pierwszym piętrze.

Klimat: spokojnie, dużo cienia, trasy spacerowe i rowerowe, punkty widokowe. Typowy profil odwiedzających to biegacze, rodziny, fotografowie polujący na zachód słońca. Jest sporo ławek, na których można poczytać książkę, a tuż przy parku znajdziesz street food i małe knajpki.

Najwygodniej dojechać linią MRT lub BTS w okolice centrum konferencyjnego Queen Sirikit National Convention Center i podejść kilka minut pieszo.

Benjasiri Park – mała oaza przy Sukhumvit

Benjasiri Park leży przy Sukhumvit, praktycznie „pod nosem” wieżowców i centrów handlowych. Nie jest duży, ale ma wszystko, czego potrzeba na szybkie resetowanie głowy:

  • plac zabaw dla dzieci,
  • siłownię na świeżym powietrzu,
  • jeziorko z ławeczkami do obserwowania życia lokalnej społeczności.

Przychodzą tu głównie mieszkańcy okolicznych bloków, biegacze po pracy i rodziny z dziećmi. Cienia jest sporo, a tuż obok masz niekończącą się listę barów, food courtów i ulicznych stoisk. Idealne miejsce na:

  • poranną jogę na trawie,
  • przerwę od pracy z laptopem,
  • spacer z lodem kokosowym w ręku.

Dojazd jest banalny – wysiadasz na jednej ze stacji BTS przy Sukhumvit i idziesz kilka minut pieszo.

Lokalsowe parki dzielnicowe

Poza dużymi nazwami warto dopisać do planu kilka mniejszych, dzielnicowych parków. Nie ma w nich wielkich atrakcji, ale jest coś dużo ciekawszego: codzienne życie Bangkoku.

Znajdziesz tu seniorów ćwiczących tai chi, dzieciaki grające w piłkę, grupy ćwiczące aerobik przy muzyce z głośnika. Ławek zwykle nie brakuje, cienia też, a tuż obok prawie zawsze trafi się sprzedawca z grillowanymi szaszłykami, owocami albo mrożoną herbatą.

Jak takie miejsca znaleźć?

  • szukaj w Google Maps hasła „park” w okolicy, w której i tak będziesz,
  • filtruj po ocenie i zdjęciach – jeśli widzisz biegaczy i place zabaw, to dobry znak,
  • ułóż z tego mały „parkowy tour” po mieście, zamiast jednego wielkiego maratonu zwiedzania.

Pomaga prosty planer podróży – na przykład Travel Planner, który działa w przeglądarce. Możesz w nim poukładać sobie kilka parków w jednym dniu, dorzucić notatki typu „tu jest super street food” i zaznaczyć, ile chcesz wydać na przekąski. Dzięki temu wiesz, kiedy zatrzymać się na wodę, zanim portfel zacznie boleć bardziej niż stopy.

Kontrast jest tu ogromny: pięć minut temu stoisz w dusznym ruchu ulicznym przy Sukhumvit, taksówka trąbi na tuk-tuka, tuk-tuk na motocykl, motocykl na ciebie. A chwilę później siedzisz na ławce w cieniu drzew, patrzysz na jeziorko i zastanawiasz się, czy to na pewno to samo miasto.

Jak zorganizować tani piknik i rowerowy dzień w Bangkoku krok po kroku

Żeby parkowy dzień wyszedł tanio i bez dramatu, warto podejść do tematu jak do małego projektu. Nic skomplikowanego – kilka kroków i jesteś mistrzem budżetowego relaksu.

Krok 1: wybierz porę dnia i sprawdź pogodę

  • Celuj w wczesny poranek lub późne popołudnie.
  • Sprawdź prognozę pogody – w porze deszczowej ulewa ptorafi zrobić z parku basen.
  • Rzuć okiem na jakość powietrza – w porze suchej smog bywa problemem, zwłaszcza dla dzieci i osób z wrażliwymi płucami.

Krok 2: przygotuj listę rzeczy

Nie chodzi o to, by pakować się jak na trekking w Himalaje. Wystarczy krótka lista:

  • koc lub cienka mata,
  • krem z filtrem,
  • środek na komary,
  • czapka lub kapelusz,
  • woda (najlepiej w butelce wielokrotnego użytku),
  • drobne na przekąski i rower,
  • mała apteczka: plaster, tabletka przeciwbólowe, coś na ból brzucha.

Krok 3: zakupy w 7-Eleven i spółce

W Bangkoku najbliższy sklep jest zwykle bliżej niż własna cierpliwość. W 7-Eleven i innych marketach znajdziesz wszystko na tani piknik:

  • gotowe pudełka z ryżem i dodatkami,
  • owoce w kawałkach,
  • jogurty i małe desery,
  • napoje izotoniczne, wodę, herbaty na zimno.

Za równowartość kilku złotych można spokojnie nakarmić całą rodzinę, zwłaszcza jeśli dorzucisz coś z ulicznych stoisk po drodze do parku.

Krok 4: bezpieczeństwo i zdrowy rozsądek

  • Pilnuj dokumentów – najlepiej mieć przy sobie tylko kopię, oryginały zostawić w bezpiecznym miejscu.
  • Po zmroku unikaj zupełnie pustych alejek. Parki są generalnie bezpieczne, ale nie ma sensu kusić losu.
  • Przy wypożyczaniu roweru sprawdź hamulce. Kask dla dzieci to nie przesada, nawet jeśli lokalne dzieci często jeżdżą bez.
  • Nie szalej na ścieżkach – są tam też piesi, biegacze i dzieci na małych rowerkach.

Jeśli lubisz obserwować kulturowe różnice, parki to złoto. W Europie piknik to często wino i ser. W Azji – grupowe ćwiczenia, tańce i całe rodziny na matach z jedzeniem. Trochę jak w tekście o tym, jak McDonald’s w Azji lokalizuje menu – niby ta sama sieć, ale zupełnie inne zwyczaje. Z parkami jest podobnie.

Krok 5: ogarnij transport bez przepalania budżetu

  • Planuj trasę BTS/MRT z wyprzedzeniem, żeby unikać niepotrzebnych przesiadek.
  • Doładuj kartę na przejazdy, zamiast kupować pojedyncze bilety – mniej stresu i często trochę taniej.
  • Zapisz sobie przystanki i orientacyjne ceny w prostym planerze, np. w Travel Planner, żeby wiedzieć, ile mniej więcej wyjdzie dzień „od drzewa do drzewa”.

Rozsądne podejście do bezpieczeństwa i kosztów przyda się wszędzie – czy to w betonowej dżungli Bangkoku, czy w prawdziiwej dziczy Patagonii, gdzie temat helikoptera nie jest już tylko żartem.

Więcej sprytnych pomysłów na tanie i bezpieczne podróże po świecie

Parki Bangkoku to genialny sposób, żeby odetchnąć od smogu i hałasu praktycznie za darmo. Wystarczy dobrze wybrać porę dnia, spakować prosty piknik i dać sobie prawo do nicnierobienia. W innych azjatyckich miastach też da się znaleźć takie darmowe, zielone strefy – wystarczy trochę ciekawości i mniej kurczowego trzymania się „top 10 atrakcji”.

Jeśli po Bangkoku planujesz dalszą podróż po Azji, zajrzyj do tekstu Czego nie wolno w Japonii: 15 kosztownych błędów, których lepiej unikać – tam niektóre z pozoru niewinne zachowania potrafią być naprawdę kosztowne.

Dla fanów kulinarnych eksperymentów ciekawym uzupełnieniem będzie artykuł Jak McDonald’s w Azji lokalizuje menu: Japonia, Korea, Indonezja i Filipiny pod lupą – można go potraktować jako inspirację do taniego „fast food touru” po kontynencie między jednym parkiem a drugim.

A jeśli po miejskich parkach Bangkoku zaczyna ci się marzyć prawdziwa dzika natura, koniecznie sprawdź tekst Bezpieczeństwo w Patagonii: ile naprawdę kosztuje helikopter i jakie ubezpieczenie uratuje Twój budżet. Bo rozsądne planowanie i dobre ubezpieczenie to często najtańszy sposób na spokojną głowę – niezależnie od tego, czy siedzisz pod palmą w Bangkoku, czy pod lodowcem na końcu świata.

O autorze

Sebastian Boguszewicz

Podróżnik, fotograf podróżniczy. Architekt oprogramowania. https://500px.com/p/sebbie1o1