Podróże

Himalaje bez zadyszki: jak zadbać o zdrowie, aklimatyzację i żołądek przed pierwszym trekkingiem

Himalaje bez zadyszki: jak zadbać o zdrowie, aklimatyzację i żołądek przed pierwszym trekkingiem

Himalaje na spokojnie: co cię czeka na pierwszym trekkingu

Wyjazd w Himalaje nie musi oznaczać wyścigu na Mount Everest. Bardziej przypomina długi, wielodniowy marsz, w którym twoim głównym rywalem jest… twoje własne ciało. I wysokość. Spokojnie, da się to ogarnąć, ale „forma z kanapy” to odrobinkę za mało.

Różnica między górskim spacerem w Tatrach a kilkudniowym trekkingiem na 3000–5000 metrów jest prosta: tam po ciężkim dniu schodzisz na dół, tu przez wiele dni śpisz wysoko i codziennie dokładasz kolejne metry. Serce bije szybciej, oddech robi się płytszy, a każdy schodek potrafi nagle stać się małym K2.

Ten tekst jest o tym, jak przygotować ciało i głowę: jak trenować przed wyjazdem, jak planować aklimatyzację, co jeść i pić, żeby mieć siłę, i jak dbać o higienę, żeby nie spędzić połowy wyjazdu w toalecie. Bazujemy na doświadczeniach polskich wypraw i prostych programach trekkingowych w Nepalu, takich jak popularne polskie wyjazdy opisujące dzień po dniu drogę do baz pod ośmiotysięcznikami.

Jeśli dopiero pierwszy raz lecisz tak daleko i myślisz: „bylebym się nie skompromitował na pierwszym podejściu”, to jesteś w dobrym miejscu. Przy okazji przed startem warto ogarnąć też prozę życia: budżet, ceny noclegów i jedzenia, oraz najlepszy termin pogody. Pomaga w tym choćby HikersBay, gdzie da się sprawdzić orientacyjne koszty hoteli w zakładce ceny hoteli i noclegów i zerknąć na klimat, zanim kupisz bilet.

Trening wydolnościowy pod Himalaje: jak przygotować ciało, żeby nie umierać na pierwszym podejściu

Najpierw dobra wiadomość: nie musisz być ultramaratończykiem. Zła: jeśli zadyszka łapie cię po wejściu na drugie piętro, to czas się ruszyć.

Na wysokości powietrze zawiera mniej tlenu. Serce przyspiesza, szybciej się męczysz, a tempo marszu, które w Beskidach jest „spoko”, w Himalajach może okazać się sprintem na granicy płuc. Tego nie przeskoczysz, ale możesz przygotować organizm, żeby zniósł to z godnością.

Optymalnie zacznij przygotowania 8–12 tygodni przed wylotem. Wystarczą 3–4 treningi tygodniowo, ale regularne.

  • Trening wydolnościowy: szybki marsz, trucht, spokojne biegi. Na początku 30 minut, potem stopniowo do godziny.
  • Schody zamiast windy: wejścia po schodach z plecakiem obciążonym książkami czy butelkami z wodą. W Himalajach schodów ci nie zabraknie.
  • Weekendowe wycieczki: pobliskie pagórki, las, góry – byle iść kilka godzin dziennie w zróżnicowanym terenie.

Do tego dorzuć trochę siły, bo plecak sam się nie poniesie.

  • Przysiady, wykroki, wspięcia na palce – nogi będą wdzięczne.
  • Proste ćwiczenia na plecy i core: deska (plank), unoszenie bioder, „superman” na podłodez. Chodzi o to, żeby paskudny ból pleców nie popsuł widoków.
  • Interwały „marsz–bieg”: na przykład 2 minuty marszu, 2 minuty lekkiego biegu, powtórzone kilka razy.

Najczęstsze błędy? Zaczynanie treningów na dwa tygodnie przed wylotem, jednorazowe „zrywy” zamiast systematycznej pracy, brak dni na odpoczynek i totalne olewanie ćwiczeń siłowych. Zasada jest prosta: lepiej skończyć trening z lekkim niedosytem niż z kontuzją.

Masz mało czasu? Wejdź po schodach zamiast jechać windą, wysiądź z autobusu dwa przystanki wcześniej, po pracy zrób szybki spacer zamiast kanapy. W weekend celuj w dłuższy marsz – 3–4 godziny spokojnego chodzenia już robią różnicę.

Jeśli masz choroby przewlekłe, nadciśnienie, problemy z sercem czy płucami, warto porozmawiać z lekarzem zanim kupisz bilety. Lepiej dostać zielone światło albo sensowne ograniczenia niż sprawdzać granice organizmu powyżej 4000 metrów.

Aklimatyzacja wysokościowa i choroba wysokościowa: kiedy zwolnić, a kiedy zawrócić

Aklimatyzacja to proces, w którym ciało uczy się żyć na mniejszej ilości tlenu. Tego nie da się „wyrobić” na siłowni. Możesz być bardzo sprawny na nizinach i jednocześnie czuć się fatalnie na 4000 metrach, jeśli pójdziesz za szybko.

Podstawowa zasada powyżej 2500–3000 metrów: zwiększaj wysokość noclegu o mniej więcej 300–500 metrów na dobę. Co kilka dni dodaj dzień odpoczynku. W ciągu dnia możesz wyjść wyżej, ale na noc wróć niżej – to słynne „idź wysoko, śpij nisko”.

Typowe polskie progray trekkingowe w Nepalu właśnie tak to układają: kilka dni marszu, potem „rest day”, na którym robisz krótsze wyjście wyżej i wracasz na ten sam lub tylko trochę wyższy nocleg. Dzięki temu organizm ma czas się ogarnąć.

Objawy łagodnej choroby wysokkościowej, których nie wolno ignorować:

  • ból głowy, inny niż zwykle,
  • lekkie mdłości, brak apetytu,
  • problemy ze snem, uczucie zmęczenia,
  • lekka zadyszka przy niewielkim wysiłku.

To sygnał, żeby zwolnić. Dorzuć dzień odpoczynku, pij więcej, nie spinaj się na „robienie planu za wszelką cenę”.

Groźniejsze objawy to już czerwone światło:

  • silny, narastający ból głowy, który nie mija po lekach i odpoczynku,
  • wymioty, brak możliwości jedzenia,
  • zaburzenia równowagi, chwianie się, splątanie, dziwne zachowanie,
  • duszność w spoczynku, uczucie „braku powietrza” nawet przy siedzeniu,
  • kaszel z pienistą lub podbarwioną wydzieliną.

W takiej sytuacji nie ma dyskusji: trzeba schodzić niżej i wzywać pomoc. W mieście zignorowany ból głowy oznacza kłopot jutro. W Himalajach to może być kłopot na helikopter.

Kilka prostych zasad bezpieczeństwa:

  • jeśli po odpoczynku i nawodnieniu ból głowy nie mija – nie śpisz wyżej tej nocy,
  • nie bierzesz garści tabletek tylko po to, żeby „dotrzymać grupie kroku”,
  • nie wstydzisz się zawrócić. Szczyty, przełęcze i bazy poczekają.

Jedzenie, picie i higiena w górach: najczęstsze wpadki i jak ich uniknąć

Trekking w Himalajach potrafi zamienić twardziela w człowieka, który zna „na pamięć” każdy detal łazienki w lodge’u. Najczęściej przez błędy przy talerzu i kranie.

Klasyka wpadek żywieniowych:

  • wychodzisz na szlak „na pół bułki”, a wieczorem nadrabiasz jak na weselu,
  • tuż przed wyjściem w drogę zamawiasz ogromną, tłustą porcję – bo „trzeba się najeść”,
  • dzień przed wyjściem wyżej testujesz najtańsze, najbardziej egzotyczne uliczne jedzenie,
  • na wysokości jesz mało, bo „nie ma apetytu” i nagle brakuje ci energii po godzinie marszu.

Na wysokości apetyt rzeczywiście często spada, ale ciało dalej potrzebuje paliwa. Lepiej jeść częściej i mniejsze porcje. Dobrze sprawdzają się proste dania: zupy, ryż, makarony, warzywa gotowane, dal bhat. To nie czas na dietę keto i żywienie się wyłącznie boczkiem.

Bardzo ważne jest picie. Celuj w 3–4 litry płynów dziennie – woda, herbata, napoje z elektrolitami. Alkohol zostaw na świętowanie po zejściu; utrudnia aklimatyzację i odwadnia, więc w górach bardziej szkodzi niż pomaga.

W plecaku warto mieć przekąski:

  • orzechy i suszone owoce,
  • batoniki energetyczne,
  • żele lub miękkie cukierki z cukrem,
  • kawałek dobrej czekolady na kryzysowe momenty.

Druga sprawa to higiena. Mycie rąk przed każdym posiłkiem to nie przesada, to twoje ubezpieczenie. Gdy nie ma dostępu do wody, ratuje żel antybakteryjny – drugi najlepszy przyjaciel po ciepłej czapce.

Pilnuj też, co pijesz. Woda z kranu czy strumienia powinna być przefiltrowana, przegotowana albo odkażona tabletkami. Unikaj surowych sałatek, lodu w napojach i podejrzanie wyglądających bufetów – to właśnie one najczęściej fundują „rejs” między łóżkiem a toaletą.

Stopy też potrzebują uwagi. Suche skarpety, wietrzenie butów, plaster na odcisk od razu, nie po trzech godzinach. Jeden źle ogarnięty pęcherz potrafi zepsuć pół wyjazdu.

Przy planowaniu budżetu na jedzenie i noclegi oraz wyboru terminu z bardziej stabilną pogodą dobrze jest zawczasu sprawdzić ceny i klimat. Tu także przydaje się HikersBay, gdzie można podejrzeć koszty życia, noclegów i warunki pogodowe, zanim zarezerwujesz bilety.

Gdzie dalej planować podróże: praktyczne przewodniki po świecie

Przygotowania do Himalajów uczą jednego: daleka podróż to nie tylko szybki zakup biletów, ale też rozsądny budżet, szacunek do lokalnych warunków i dbanie o zdrowie. Ten sam schemat sprawdza się później w prawie każdym kolejnym wyjeździe – od tropikalnej dżungli po skandynawskie miasta.

Jeśli po himalajskich szlakach zatęsknisz za zielenią i spokojniejszym klimatem, możesz zajrzeć do tekstu Khao Sok budżetowo: praktyczny przewodnik po tanim zwiedzaniu tajskiego lasu deszczowego – to fajny kontrast wobec wysokich, śnieżnych szczytów.

Przed kolejnymi podróżami warto też ogarnąć podstawowe zasady zachowań na miejscu. W planowaniu pobytu w Azji pomoże na przykład artykuł Czego nie wolno w Japonii: 15 kosztownych błędów, których lepiej unikać, a jeśli myślisz o dłużsszym wyjeździe zarobkowym lub zmianie życia, zajrzyj do tekstu Szwecja na patelni i pod maszynką: ile naprawdę zostaje kucharzowi i fryzjerowi po opłaceniu życia?. Himalaje mogą być początkiem – reszta świata czeka.

O autorze

Sebastian Boguszewicz

Podróżnik, fotograf podróżniczy. Architekt oprogramowania. https://500px.com/p/sebbie1o1

2 komentarzy

  1. Świetnie, że podkreślasz, że Himalaje to przede wszystkim walka z własnym ciałem, a nie z samym szczytem – to zupełnie zmienia perspektywę przygotowań. Zastanawiam się, jak według Ciebie najlepiej podejść do aklimatyzacji, jeśli ktoś ma tylko ograniczony urlop, np. 2 tygodnie – czy lepiej postawić na krótszy, ale wyżej położony trekking, czy raczej dłuższy z wolniejszym nabieraniem wysokości? I jeszcze jedno: czy masz jakieś sprawdzone sposoby na „trudny żołądek” w pierwszych dniach, poza klasycznym unikaniem street foodu i surowych warzyw?

    1. Gabriela, dzięki za tak wnikliwe pytania – dokładnie o taką zmianę perspektywy mi chodziło w tekście. Przy 2 tygodniach raczej celowałbym w trasę, gdzie maksimum wysokości jest trochę niższe, ale masz przynajmniej 2 pełne dni buforu na ewentualne cofnięcie się niżej, zamiast ścigania się z czasem. A na „trudny żołądek” bardzo pomaga mi zasada jednego stałego, powtarzalnego posiłku dziennie (np. ta sama owsianka albo ryż z jajkiem), żeby jelita miały choć jeden znany bodziec w tym całym kulinarnym chaosie.