Podróże

Widoki ponad świątyniami: jednodniowy, aktywny spacer po Narze z panoramami i jelonkami

Widoki ponad świątyniami: jednodniowy, aktywny spacer po Narze z panoramami i jelonkami

Dlaczego Nara to raj dla tych, którzy lubią zwiedzać w ruchu

Poranek w Narze pachnie kadzidłem, zieleniną i… jeleniem. Wychodzisz z dworca, robisz kilka kroków w stronę parku i nagle z krzaków wyłania się pierwszy rogaty lokals, który patrzy na ciebie z miną „masz krakersa czy mam iść do kogoś poważnego?”. Po kilku minutach orientujesz się, że to miasto da się ogarnąć głównie na nogach. I że to w sumie świetna wiadomość.

Ten dzień jest dla ludzi, którzy nie chcą tylko odhaczyć świątyń, ale lubią wrócić do hotelu z przyjemnym zmęczeniem w nogach i poczuciem, że naprawdę „przeszli” to miejsce. Plan jest prosty: poranna panorama przy Nigatsu-dō, później podejście na górę Wakakusa, a na koniec spokojne, leśne ścieżki wokół Kasuga Taisha. Całość spokojnie do zrobienia w jeden dzień, bez kondycji ultramaratończyka i bez ruiny w portfelu. To raczej aktywny spacer niż bieg na czas.

Opieram się na świeżych przewodnikach, ale przede wszystkim na własnych nogach i błędach. Za pierwszym razem źle rozplanowałem czas i wlazłem na Wakakusę w pełnym słońcu, w środku dnia. Powiem tak: nie powtórzyłbym tego nawet za darmowe sushi. W tekście wrzucam orientacyjne czasy przejść, kilka kwot, które naprawdę zapłaciłem, i proste tipy: kiedy wyjść, w co się ubrać, gdzie po drodze dorwać coś do jedzenia.

Zaczynamy od poranka przy Tōdai-ji i tarasu Nigatsu-dō – tam najlepiej złapać pierwszy kontakt z krajobrazem Nary.

Poranek na wzgórzach: Nigatsu-dō i pierwsza panorama Nary

Warto ruszyć wcześnie. Ja wyszedłem z okolic dworca Kintetsu Nara przed 8:00. Miasto dopiero się budziło, sklepy jeszcze zamknięte, a jelonie najwyraźniej były już po śniadaniu, bo tylko leniwie przechodziły przez przejścia dla pieszych.

Od dworca Kintetsu do Tōdai-ji szedłem około 20 minut spokojnym tempem, z jednym postojem na zdjęcia z jelonkami po drodze. Od głównego kompleksu świątynnego do Nigatsu-dō to kolejne 10 minut pod górę, ale jeszcze bardzo łagodne. Zero heroizmu. Całość – od wyjścia z dworca do wejścia na drewniany taras – zajęła mi koło 30 minut.

Nigatsu-dō z perspektywy osoby, która lubi „łazić”, to po prostu genialny punkt startowy. Stajesz na szerokim, drewnianym tarasie, przed tobą panorama Nary i okolicznych wzgórz, a w głowie od razu zaczyna się układanie planu. Ja wyjąłem telefon, otworzyłem mapę i dosłownie palcem po ekranie „rysowałem” resztę dnia: tu Wakakusa, tam Kasuga Taisha, to się da spiąć w ładną pętlę.

Miejsce ma spokojny klimat. Zapach kadzideł, trochę szeptów, delikatny dźwięk dzwonków w tle. Drewniane belki skrzypią, gdy ktoś przechodzi obok, a z boku kuszą schodki i ścieżki, które idą wyżej w stronę lasu. Łatwo się zapędzić, ale ja celowo nie szalałem – czekała mnie jeszcze góra.

Na całą wizytę przy Nigatsu-dō, z dojściem, zdjęciami, krótką chwilą siedzenia na schodach, zeszło mi około 40 minut. W międzyczasie kupiłem w automacie zieloną herbatę za około 160 jenów i małą przekąskę ryżową za jakieś 200 jenów z pobliskiego sklepiku. Da się wydać dużo więcej, ale na poranne rozruchowe kalorie wystarczyło.

Na tym etapie dnia nie zużyjesz jeszcze za dużo sił, o ile nie będziesz biegać po każdej bocznej ścieżce. Ja trzymałem się jednej prostej logiki: rano panorama z Nigatsu-dō, późny poranek na Wakakusę, a popołudnie – już na luzie – w lesie przy Kasuga Taisha. Z tarasu zawróciłem więc w stronę szlaku na wzgórze.

Podejście na górę Wakakusa: ile potu, ile nagrody i jak to ugryźć tanio

Od Nigatsu-dō do wejścia na Wakakusę szedłem około 15 minut. Po drodze, rzecz jasna, karmiłem jelonie po raz setny, które i tak interesowały się wyłącznie krakersami sprzedawanymi turystom. One znają swój biznes.

Wejście na samo wzgórze jest płatne. Za bilet zapłaciłem około 500 jenów, gotówką. Karty wtedy nikt nie chciał widzieć, więc lepiej mieć w portfelu trochę jenów w monetach, bo przy kasie idzie to szybko, bez negocjacji.

Jak wygląda podejście? Krótka odpowiedź: stromo, ale do ogarnięcia. Pierwszy odcinek to trawiasty stok z wydeptaną ścieżką i schodkami. Potem fragmenty bardziej leśne. Jeśli na co dzień chodzisz głównie po mieście i nie trenujesz w górach, to poczujesz solidną zadyszkę, ale nie jest to nic w stylu całodziennego trekkingu w Alpach. Dla mnie było to raczej wrażenie „wchodzę na bardzo długie schody w bloku bez windy”, tylko z lepszym widokiem.

Do pierwszego punktu widokowego doszedłem w jakieś 20–25 minut z dwoma krótkimi przerwami na łyk wody i zdjęcia. Jeśli masz spokojne tempo i lubisz się rozglądać, dolicz 10 minut. Wyżej, na kolejnych poziomach, jest jeszcze lepiej – otwarta przestrzeń, miasto poniżej wygląda nagle jak makieta, a wokół dookoła zielone pagórki. Z Nigatsu-dō widok jest bardziej „miejsko-świątynny”, z Wakakus-y masz poczucie, że ogarniasz cały teren jednym spojrzeniem.

Na górze warto zrobić sobie mały piknik. Ja miałem ze sobą kocyk, onigiri kupione wcześniej w konbini za około 150–180 jenów za sztukę i półlitrową butelkę wody. Szczerze: bez tej wody byłoby kiepsko. W pełnym słońcu podejście naprawdę potrafi dać w kość. Przed wyjazdem sprawdzałem prognozy na serwisie z danymi o pogodzie i klimacie dla Japonii i to bardzo pomogło dobrać dzień bez deszczu i z rozsądną temperaturą.

Przy planowaniu całego wyjazdu do Nary korzystałem też z narzędzia HikersBay do sprawdzenia cen hoteli i ogólnych kosztów życia. Miałem dzięki temu jakiś obraz, ile wydam na nocleg i jedzenie, a ile zostanie na bilety, przekąski i zachcianki typu dodatkowa kawa z widokiem.

Na Wakakusie spędziłem w sumie około półtorej godziny: wejście, 30–40 minut siedzenia, gapienia się na panoramę, robienia zdjęć i zejście. Na dole byłem mniej więcej koło 13:00, z lekkim uczuciem gumowych nóg, ale wciąż z zapasem sił. Zamiast od razu gonić w stronę kolejnej atrakcji, dałem sobie 10–15 minut spokojnego marszu w kierunku Kasuga Taisha. Tempo trochę spadło, ale o to chodziło.

Popołudnie wśród jelenii i kamiennych latarni: leśne ścieżki wokół Kasuga Taisha

Ze stoków Wakakus-y schodzi się w zupełnie inny świat. Nagle zamiast otwartej trawy i słońca wchodzisz w gęsty, chłodny las. Ścieżka prowadzi do głównego sanktuarium Kasuga Taisha, ale warto nie przyklejać się tylko do głównego ciągu z wycieczkami.

Ja po krótkim rzucie oka na główną aleję od razu zacząłem skręcać w boczne ścieżki. Tam robi się cizzej, teren jest lekko pofałdowany, pod butami korzenie, wokół kamienne latarnie porośnięte mchem i co jakiś czas małe, prawie puste kapliczki. Idealne miejsce na „schłodzenie” po wysiłku na Wakakusie.

W pewnym momencie uznałem, że jelonek przede mną wygląda, jakby znał skrót. Poszedłem więc za nim. Skończyło się tym, że on skręcił w krzaki, a ja po kilku minutach wylądowałem przy małej, zupełnie pustej kapliczce z kilkoma świeżymi ofiarami z monet. Zero turystów, tylko śpiew ptaków i odległe dzwonki. Lepszy „skrót” niż niejedna ścieżka z przewodnika.

Od wejścia w las przy Kasuga Taisha do momentu, gdy znów wyszedłem w stronę miasta, minęły około dwie godziny. Szło się wolno: zdjęcia, chwilowe zgubienia orientacji, przerwa na ławce. Znalazłem po drodze automat z napojami przy jednej z bardziej uczęszczanych alejek – kolejna butelka herbaty za jakieś 150–160 jenów uratowała dzień.

Kolana po Wakakusie trochę marudziły na stromsze odcinki, więc w lesie obracałem się bardziej ostrożnie na zjazdach, niż chciałby mój wewnętrzny dziesięciolatek. Ale właśnie dlatego polubiłem ten fragment: tu tempo naturalnie zwalnia. Człowiek przestaje patrzeć na zegarek, zaczyna słuchać szumu liści i po prostu idzie.

Pod koniec usiadłem jeszcze na ławce niedaleko jednej z bram, zrobiłem kilka ostatnich zdjęć w półmroku i powoli ruszyłem w stronę centrum. Zostało już tylko poszukanie kolacji i prysznic.

Jak ułożyć cały dzień w Narze i gdzie szukać kolejnych aktywnych inspiracji

U mnie ten dzień wyglądał mniej więcej tak: wyjście z hotelu przed 8:00, dojście do Nigatsu-dō około 8:30, pierwsza panorama i spokojne krążenie po wzgórzu do mniej więcej 9:15. Potem przejście w stronę wejścia na Wakakusę i start podejścia około 9:30. Na szczycie byłem trochę po 10:00, zejście skończyłem w okolicach południa, z dłuższym siedzeniem na trawie.

W stronę Kasuga Taisha ruszyłem po krótkim odpoczynku, około 12:30–13:00. Wejście w las, boczne ścieżki, mini-sanktuaria, zagubienie za jeleniem i dłuższe przystanki przeciągnęły się do popołudnia. Do miasta wróciłem około 16:00. Telefon pokazał mi tego dnia niecałe 23 tysiące kroków, co przełożyło się na jakieś 15–16 kilometrów. Chodzenia „na zegar” było może 6–7 godzin, reszta to siedzenie, gapienie się i robienie zdjęć.

Dla kogo taki plan jest realny w jeden dzień? Dla osoby, która trochę chodzi na co dzień, nie ma większych problemów z kolanami i nie panikuje na widok pod górę – spokojnie. Jeśli bardzo nie lubisz podejść, możesz rozbić to na dwa dni: jednego dnia tylko Nigatsu-dō i Wakakusa, drugiego – Kasuga Taisha i dalsze leśne ścieżki.

Przy planowaniu budżetu i noclegu w Narze pomogło mi wcześniejsze zerknięcie w narzędzia do sprawdzania cen hoteli i kosztów życia. Dzięki temu mniej więcej wiedziałem, że mój pokój będzie kosztował w okolicach 350 zł za noc, a na jedzenie w lokalnych knajpkach wydam dziennie około 70–100 zł, zostawiając sobie luz na bilety i napoje.

Taki dzień w Narze łatwo wpleść w większy plan podróży po Japonii. Ja przyjechałem z Kioto rano i wróciłem tam wieczorem, ale równie dobrze możesz traktować Narę jako aktywny „reset” między bardziej miejskimi etapami w Osace czy Tokio. Jeden intensywny dzień na nogach robi dobrą przerwę od metra i galerii handlowych.

Jeśli po Narze poczujesz, że nogi domagają się kolejnych kilometrów, zajrzyj do tekstu o spokojniejszych szlakach w Europie, które przebijają Alpy klimatem i brakiem tłumów. Dla tych, którzy chcą kręcić górskie kilometry budżetowo poza Japonią, przyda się też tekst o tanim trekkingu w Azji w 2025 roku. A jeśli po japońskich ścieżkach marzy ci się totalna zmiana klimatu, zerknij na snorkeling na Wyspach Kanaryjskich z dziećmi i ruszaj planować kolejny wyjazd.

Spakuj wygodne buty, trochę gotówki i po prostu wyjdź z dworca w stronę pierwszego jelonka.

O autorze

Sebastian Boguszewicz

Podróżnik, fotograf podróżniczy. Architekt oprogramowania. https://500px.com/p/sebbie1o1

2 komentarzy

  1. Uwielbiam takie opisy, od razu czuję zapach kadzidła i widzę te „lokalsowe” jelenie kręcące się po parku. Zastanawiam się, jak bardzo trasa, którą opisujesz, jest wymagająca fizycznie – czy to raczej długi, ale spokojny spacer, czy momentami faktycznie czuć intensywniejsze podejścia? I ciekawi mnie też, czy w Narze da się jeszcze znaleźć jakieś spokojne, mniej oczywiste punkty widokowe, gdzie nie ma tłumów i można na chwilę uciec od zgiełku jelonków i turystów.

    1. Ludwik, bardzo mi miło, że ten zapach i jelenie tak Ci się „uruchomiły” w wyobraźni. Trasa z wpisu to głównie długi, spokojny spacer z kilkoma wyraźniejszymi podejściami (najbardziej czuć okolice Wakakusayama), ale spokojnie do ogarnięcia przy przeciętnej kondycji. Jeśli szukasz cichszych punktów widokowych, polecam odbić kawałek za świątynię Nigatsudo w stronę małych, bocznych ścieżek w lesie nad nią – tam prawie nie ma ludzi, a panorama na Narę jest świetna.