Podróże

Tłok pod wodą w Tajlandii? Gdzie nurkować bez „zupy nurków”

Tłok pod wodą w Tajlandii? Gdzie nurkować bez „zupy nurków”

Dlaczego w tajskim nurkowaniu robi się tłoczno i kogo to wkurza najbardziej

Jeszcze niedawno nurkowanie w Tajlandii było marzeniem backpackerów: tanio, luźno, pierwsze certyfikaty w wodzie cieplejszej niż niejedna kąpiel. Dziś w wielu miejscach pod wodą jest tak ciasno, że masz wrażenie, jakby ktoś otworzył aquapark w środku rafy.

Do opisu sytuacji bliżej tu do Reddita i blogów nurkowych niż do kolorowych katalogów. W relacjach wraca jeden obraz: „zatłoczone nurkowanie”. Co to w praktyce znaczy?

  • kilkanaście łodzi stojących na jednym punkcie nurkowym,
  • kolejki do wejścia do wody jak do bramek na lotnisku,
  • grupy po 8–10 osób na jednego divemastera,
  • szkło w maskach innych ludzi na każdym zdjęciu z GoPro.

Czasem porównania są dość dosadne: „korek na rafie jak na Zakopiance w długi weekend” albo „podwodne centrum handlowe w wyprzedażową sobotę”. Brzmi śmiesznie, ale dla wielu osób płacących za kurs czy safari nurkowe to frustrująca codzienność.

Tłok to nie tylko kwestia nerwów introwertyków. Przy zbyt wielu ludziach jednocześnie spada bezpieczeństwo, rośnie stres, a rafa po prostu dostaje w kość. Kopnięte płetwą koralowce, zaczepione liny, hałas – to wszystko wraca jak bumerang w relacjach z popularnych tajskich spotów.

Coraz więcej osób szuka więc kompromisu: wciąż chcą sensownej ceny, ale wolą mniejsze grupy, spokojniejszą atmosferę i łódź, na której da się usiąść bez wciągania brzucha. W kolejnych częściach przyjrzymy się, gdzie dziś jest najbardziej tłoczno, oraz gdzie wciąż da się zanurkować bez wrażenia, że pływasz w „zupie nurków”. Przy planowaniu terminu i budżetu przydają się serwisy z danymi podróżniczymi pokroju HikersBay, gdzie można sprawdzić ceny hoteli, warunki pogodowe i lepszy okres na wyjazd, zanim kupisz bilet.

Gdzie dziś jest najtłoczniej: Koh Tao, Similany i inne gwiazdy z katalogów

Koh Tao to klasyk: wyspa, na której tysiące osób zrobiły swój pierwszy kurs Open Water. Ciepła woda, niedrogo, nocne życie – idealny pakiet startowy. Problem w tym, że szkół nurkowych jest tam tyle, że w sezonie każdy popularny punkt przypomina parking pod centrum handlowym w grudniu.

Na Redditzie regularnie pojawiają się opisy: kilka łodzi na jednym mooringu, po kilka grup na tej samej trasie pod wodą, divemaster z ośmioosobowym ogonkiem, a do tego głośne briefingi na pokładzie, bo każda szkoła musi „przekrzyczeć” pozostałe. Do tego czasem dochodzi presja na szybkie wchodzenie i wychodzenie z wody, żeby łódź zdążyła na kolejny punkt i kolejną zmianę kursantów.

Dla wielu osób to nadal fajne miejsce na pierwszy, budżetowy kurs – zwłaszcza jeśli liczy się cena i socjalne wieczory w barach. Ale jeśli marzy ci się spokojne nurkowanie, dłuższe przerwy na powierzchni i cisza na łodzi, Koh Tao w szczycie sezonu potrafi solidnie zaskoczyć.

Drugi biegun to Similan Islands, zwykle pokazywane na zdjęciach jako dziewicze granitowe skały i krystaliczna woda. Rzeczywistość? Wciąż pięknie, ale coraz bardziej skomercjalizowanie. Popularne są zwłaszcza liveaboardy i wycieczki jednodniowe. W relacjach nurków pojawiają się opisy miejsc, gdzie na jednej rafie stoi kilka dużych jednostek, a grupy schodzą do wody niemal falami.

Część wysp i konkretnych miejsc nurkowych ma opinię mocno „zajechanych” liczbą łodzi, nawet jeśli sam podwodny krajobraz nadal robi wrażenie. Do tego dochodzą okolice Phi Phi – piękne, ale znów bardzo popularne – oraz najsłynniejsze wraki i spoty z mantami czy rekinem wielorybim. Tam sceny z łodziami stojącymi burta w burtę to realne, powtarzające się historie.

Warto przy tym zachować zdrowy dystans: są osoby, którym tłok nie przeszkadza. Chcą zobaczyć „te” miejsca, odhaczyć Similany albo słynny wrak, poznać ludzi na łodzi i bawić się wieczorami. Jeśli jednak cenisz kameralne grupy, lepiej wiedzieć z wyprzedzeniem, na co się piszesz.

Przed rezerwacją dobrze jest porównać nie tylko opinie centrów, ale też koszty i sezon. Pomagają w tym różne narzędzia do sprawdzania cen noclegów i ogólnych warunków, na przykład HikersBay z sekcją ceny hoteli i noclegów i danymi o pogodzie. Dzięki temu łatwiej wybrać termin, gdy pod wodą będzie odrobinę luźniej.

Spokojniejsze alternatywy: Koh Lanta, mniej znane centra i boczne szlaki z Reddita

Dobra wiadomość jest taka, że w Tajlandii wciąż da się zanurkować w spokoju. Trzeba tylko trochę pokombinować i wyjść poza pierwsze trzy nazwy z folderów biur podróży.

Na szczycie listy spokojniejszych baz pojawia się często Koh Lanta. Atmosfera bardziej w stylu „chill na plaży” niż imprezowy maraton. A jednocześnie świetny dostęp do naprawdę dobrych miejsc nurkowych: Hin Daeng, Hin Muang, Koh Haa czy wybrane spoty w okolicach Phi Phi, ale bez konieczności mieszkania w samym środku imprezowego chaosu.

Klucz tkwi w wyborze centrum nurkowego. W relacjach redditorów przewija się jedna rada: celuj w mniejsze bazy, które jasno komunikują ograniczoną liczbę nurków na łodzi i małe grupy. Unikaj miejsc, które codziennie wypuszczają „fabrykę Open Water” w kilku językach na raz.

Przy pisaniu maila do centrum warto zadać kilka prostych, konkretnych pytań:

  • Jaka jest maksymalna liczba osób w grupie z jednym divemasterem?
  • Ile osób maksymalnie zabieracie na łódź?
  • Czy macie zdjęcia z realnych wyjazdów, a nie tylko katalogowe fotki rafy?
  • Jak wyglądają przerwy powierzchniowe – czy jest czas na spokojne przygotowanie się?

Poza Koh Lantą w relacjach pojawiają się także mniejsze wysepki w Zatoce Tajlandzkiej i centra z bazą na lądzie, które pływają na te same rafy co wielcy gracze, ale startują z innych portów i unikają godzin szczytu. To często miejsca, gdzie nie ma pakietu „impreza do rana”, za to atmosfera jest bardziej rodzinna i spokojna.

Wiele osób podkreśla też, że czasem lepiej dopłacić niewielką kwotę za łódź z 10 osobami niż wybrać najtańszą opcję z jednotką zapchaną do granic możliwości. Różnica w komforcie i bezpieczeństwie bywa gigantyczna.

Jeśli szukasz konkretów, Reddit jest kopalnią aktualnych poleceń centrów i lokalizacji. Dobrze jest filtrować wątki po aktualnym roku, bo scena nurkowa w Tajlandii zmienia się szybko. A gdy liczysz cały budżet – loty, noclegi, jedzenie, nurkowania – przydają się porównywarki kosztów z zakładkami o cenach życia i hoteli, w tym HikersBay. Dzięki temu unikniesz płacenia za bazę tylko dlatego, że jest „modna” na Instagramie.

Jak zaplanować spokojne nurkowanie w Tajlandii i co jeszcze warto zobaczyć

Żeby nie skończyć w „zupie nurków”, warto mieć prostą checklistę w głowie. Możesz ją przelecieć w kilka minut przed kupnem biletu.

  • Najpierw region, dopiero potem spoty. Jeśli nie lubisz tłumów, odpuść największe hity w absolutnym szczycie sezonu. Pomyśl czy bardziej odpowiada ci Koh Lanta niż Koh Tao, czy spokojniejsze miasteczko na lądzie zamiast najpopularniejszej wyspy.
  • Sprawdź sezon i warunki. Zanim wybierzesz datę, zerknij na dane o pogodzie, klimacie i najlepszym czasie na wyjazd w serwisach podróżniczych typu HikersBay. Ulewa, słaba widoczność i do tego tłum na łodzi to miks, którego łatwo uniknąć, jeśli zrobisz research wcześniej.
  • Dobierz centrum nurkowe pod siebie. Szukaj informacji o małych grupach, limicie osób na łodzi i prawdziwych zdjęciach z wycieczek. Jeśli w galerii widzisz wyłącznie idealne, katalogowe ujęcia bez żywej duszy na łodzi, dopytaj o realia.
  • Porównuj nie tylko cenę za nurkowanie. Zwróć uwagę na to, co dostajesz w pakiecie: ile osób jest w grupie, jak długie są przerwy powierzchniowe, w jakim stanie jest sprzęt, czy na łodzi da się spokojnie usiąść, przygotować i wypłukać maskę bez przepychanek.
  • Czytaj relacje, nie tylko opisy w katalogach. Reddit, blogi podróżnicze i nurkowe są często bardziej szczere niż foldery. Jeśli kilka osób pod rząd pisze o tłoku, to znaczy, że coś jest na rzeczy.

Można to ująć prościej: jeśli dostajesz wysypki na myśl o kolejce w Lidlu przed długim weekendem, to na przepełnionej łodzi też nie będziesz zachwycony. Lepiej poświęcić godzinę na research niż potem dwa dni na narzekanie.

Jeśli podoba ci się styl samodzielnego ogarniania wyjazdu, dobrze jest pomyśleć, co robisz po wyjściu z wody. Gdy dopadnie cię głód po nurkowaniu w Tajlandii, zajrzyj do tekstu Tajskie desery uliczne dla początkujących: słodkie, dziwne i zaskakująco tanie – idealny przewodnik po tym, czym zapić sól z rafy.

Miłośnikom liczenia kosztów i optymalizowania budżetu może się spodobać poradnik Himalaje na własną rękę: ile to naprawdę kosztuje i gdzie niepotrzebnie tracisz kasę, który pokazuje, jak podejść do wydatków przy większych wyprawach.

A jeśli po nurkowaniu złapiesz bakcyla większych przygód, koniecznie sprawdź Najpiękniejsze trekkingi w Peru: jak połączyć Rainbow Mountain, Kanion Colca i dżunglę bez ruiny dla portfela. To dobry dowód na to, że da się łączyć duże przygody z rozsądnym budżetem – tak samo jak spokojne nurkowanie w Tajlandii z unikaniem „zupy nurków”.

O autorze

Sebastian Boguszewicz

Podróżnik, fotograf podróżniczy. Architekt oprogramowania. https://500px.com/p/sebbie1o1

2 komentarzy

  1. Czytając Twój opis „zupy nurków”, od razu przypomniał mi się mój wyjazd na Koh Tao parę lat temu – już wtedy na jednej boi potrafiło wisieć po kilka łodzi i pod wodą bardziej walczyłam o miejsce niż szukałam ryb. Najbardziej zapadło mi w pamięć, jak przy jednym pinaklu widziałam więcej płetw i kamizelek niż korali… i wtedy po raz pierwszy zaczęłam się zastanawiać, ile środowisko to jeszcze wytrzyma. Później trafiłam na małą bazę, która zabierała nas na mniej oczywiste miejscówki o świcie – nagle okazało się, że Tajlandia wciąż potrafi być pod wodą bardzo kameralna. Jestem ciekawa, czy masz jakieś aktualne typy na takie „ucieczkowe” spoty poza tymi najbardziej znanymi wyspami.

    1. Apollinary, dzięki za ten opis Koh Tao, bardzo podobne sceny pamiętam z własnych nurkowań tam parę lat temu. Poza wyspami z pierwszych stron katalogów coraz bardziej cenię sobie np. rejsy z małych baz w okolicach Chumphon albo Satun, które pływają na pojedyncze, mało znane pinakle i wracają przed południową inwazją łodzi – warto pytać bazy wprost, o które godzinie i dokąd realnie pływają, a nie tylko co mają na ulotce.