Podróże

Hakone na luzie: jak ogarnąć 2–3 dni z ryokanem, onsenem i Hakone Freepass bez biegania

Hakone na luzie: jak ogarnąć 2–3 dni z ryokanem, onsenem i Hakone Freepass bez biegania

Dlaczego warto zwolnić tempo w Hakone i jak działa Hakone Freepass

Hakone w jeden dzień brzmi kusząco: wsiadasz rano w pociąg w Tokio, robisz słynną pętlę, wracasz wieczorem, wszyscy klaszczą. W praktyce często wygląda to jak zwiedzanie muzeum biegiem: kolejka do kolejki, kolejka do kolejki linowej, statek wypchany ludźmi i szybki rzut oka na Fuji zza czyjejś kurtki.

Do tego ceny transportu poszybowały, a tłok w szczycie sezonu jest konkretny. Dlaatego coraz więcej osób zamiast „odhaczania” Hakone w 8 godzin, wybiera 2–3 spokojne dni z noclegiem w ryokanie i dłuższą kąpielą w onsenie. Bez taszczenia walizki z jednego końca doliny na drugi i bez stresu, że nie zdążysz na ostatni statek.

Tu wchodzi Hakone Freepass – bilet, który ogarnia większość transportu w okolicy. W najpopularniejszej wersji masz do wyboru wariant 2- lub 3-dniowy. W cenie są m.in. lokalne pociągi (Hakone Tozan Railway), kolejka górska, kolejki linowe, sporo autobusów, statek po jeziorze Ashi i dojazd z Shinjuku lub Odawary (zależnie od wersji, którą kupisz).

Żeby dać skalę: sam przejazd w obie strony między Shinjuku a Hakone plus kilka odcinków kolejki linowej i statku potrafi zjeść już około połowy ceny Freepassa. A to nadal mówimy o jednym, dość intensywnym dniu. Przy 3 dniach spokojnego jeżdżenia po okolicy, skok do mniej oczywistych dolinek czy muzeów naprawdę zaczyna się opłacać.

W tym podejściu chodzi o coś więcej niż „zaliczenie pętli”. Plan celowo zostawia miejsce na noc w ryokanie z onsenem, wizytę w muzeach sztuki i szukanie mniej znanych punktów widokowych na Fuji, zamiast przepychania się na jednym słynnym tarasie. To wersja dla osób, które wolą zejść ze szlaku o 100 metrów, zamiast wbijać się w najbardziej oczywisty punkt programu.

Przy 2–3 dniach w Hakone przydaje się rozpisany plan dzień po dniu – choćby po to, żeby ogarnąć koszty biletów, noclegów i wyżywienia. Zamiast rozrzuconych notatek, łatwiej wrzucić wszystko w jedno narzędzie typu Travel Planner i mieć pod ręką przejrzystą rozpiskę, a nie excel z koszmarów.

Jeśli brzmi to lepiej niż wyścig „kto zrobi więcej przejazdów w 8 godzin”, to ten plan jest dla ciebie.

Gotowy plan na 2 dni w Hakone: klasyczna pętla z twistem i noc w ryokanie

Załóżmy, że masz dwa dni i chcesz poczuć klimat Hakone, ale bez robienia z tego sportu ekstremalnego.

Dzień 1: klasyka bez spiny i wieczór w ryokanie

Rano dojeżdżasz do Odawary lub Hakone-Yumoto. Tam ogarniasz Hakone Freepass w kasie i wsiadasz w Hakone Tozan Railway – uroczy, powolny pociąg wspinający się serpentynami w stronę Gora. Zamiast rzucać się od razu na wszystkie przesiadki, warto po prostu usiąść przy oknie i… nic nie robić, tylko patrzeć na góry.

W Gora możesz przesiąść się do kolejki górskiej, a dalej w kolejkę linową w stronę Owakudani. To miejsce słynie z wulkanicznej doliny i jajek gotowanych w siarkowej wodzie, ale bywa też symbolem „Hakone w wersji tłumowej”. Dobry patent: zatrzymaj się na krótki spacer, zjedz jajko dla długowieczności, zrób kilka zdjęć i jedź dalej, zamiast spędzać tam pół dnia w kolejkach do wszystkiego.

Kolejka linowa zabierze cię nad jezioro Ashi, gdzie możesz wskoczyć na „piracki” statek. Najprzyjemniej jest wcześnie rano lub tuż przed wieczorem, gdy autokary z wycieczkami już znikają. Jeżeli widoczność pozwoli, po drugiej stronie jeziora zapolujesz na pierwszy widok Fuji – często bardziej efektowny z pokładu niż z najbardziej obleganego tarasu.

Zamiast próbować jeszcze muzeum, świątyni i trzech punktów widokowych tego samego dnia, pod wieczór rusz do miejsca noclegu. Świetnie sprawdza się:

  • ryokan przy rzece w okolicach Hakone-Yumoto – z szumem wody za oknem,
  • mniejsay pensjonat w Gora – blisko kolejek i muzeów,
  • kameralny ryokan na wzgórzu z widokiem na dolinę.

Jeśli planujesz kolację kaiseki (tradycyjna, wielodaniowa kolacja w ryokanie), rezerwuj ją od razu z noclegiem – zwykle trzeba podać godzinę (np. 18:00–19:00). Najlepiej zameldować się trochę wcześniej, żeby zdążyć na pierwszą kąpiel w onsenie przed kolacją, a drugą zrobić po – kiedy już nie musisz się ruszać z tatami.

Dzień 2: onsen, muzea i pierwszy „tajny” widok na Fuji

Zamiast zrywać się o świcie i gonić do kolejnych atrakcji, zjedz spokojne śniadanie w roykanie, a potem zanurz się jeszcze raz w onsenie. To ten moment, kiedy reszta świata jedzie do pracy, a ty siedzisz po szyję w gorącej wodzie i zastanawiasz się, dlaczego nie przyjechałeś tu wcześniej.

Po wymeldowaniu wsiądź w tarnsport w ramach Freepassa i wybierz 1–2 muzea, zamiast próbować zobaczyć wszystkie. Dwa hity:

  • Hakone Open-Air Museum – plenerowa galeria rzeźby, gdzie sztuka stoi między drzewami, są instalacje dla dzieci i fajne kadry na zdjęcia.
  • Pola Museum – nowoczesny budynek zatopiony w lesie, mieszanka sztuki japońskiej i europejskiej, do tego spokojne ścieżki wokół.

Popołudniu czas na twist. W informacji turystycznej lub w ryokanie weź papierową mapkę okolicy – często są tam zaznaczone punkty „viewpoint” z widokiem na Fuji, o których mało kto mówi. To mogą być małe wzniesienia nad wioską, punkt przy świątyni albo mały taras nad jeziorem Ashi, do którego dochodzi się krótkim, ale stromym podejściem.

Różnica w porównaniu z najbardziej znanymi punktami? Czasem jesteś tam dosłownie sam, a Fuji wygląda tak samo imponująco, tylko nikt nie wchodzi ci w kadr. Jeżeli pogoda się zepsuje i góra zniknie za chmurami, nie dramatyzuj – po prostu zamień kolejność: więcej czasu w muzeach, krótszy spacer. Hakone to dobry treening „wolniejszej Japonii” dla tych, którzy nie mogą przeznaczyć na to miejsca więcej niż dwóch dni.

Plan na 3 dni w Hakone: maksimum z Freepassa, minimum stresu i ukryte widoki na Fuji

Jeżeli możesz zostać trzy dni, Hakone Freepass zaczyna naprawdę robić robotę. Masz czas, żeby przetestować większość środków transportu, ale bez poczucia, że liczysz każdy przejazd jak punkty w grze.

Dzień 1: dojazd i spokojna część pętli

Pierwszy dzień to dojazd, odebranie Freepassa i tylko część klasycznej pętli: na przykład pociąg do Gora, kolejka górska i statek po jeziorze Ashi – bez wpychania jeszcze kolejki linowej, muzeów i trzech świątyń. Możesz zatrzymać się na kawę w małym miasteczku, pospacerować brzegiem jeziora, a potem spokojnie zameldować się w ryokanie.

Dzień 2: muzea i polowanie na mniej znane viewpointy

Drugi dzień warto poświęcić na muzea i szukanie ukrytych punktów widokowych. Tu przydaje się mapka z lokalnej informacji turystycznej, z hotelu lub ryokanu – często mają swoje małe przewodniki z zaznaczonymi „secret spots”.

Na mapach viewpointy bywają zaznaczone małymi ikonami aparatu lub góry. Często prowadzą do nich krótkie, ale miejscami strome ścieżki, więc warto mieć wygodne buty, zapas czasu i butelkę wody. Przykładowe klimaty:

  • małe wzgórze nad wioską, z którego widać dachy domów i Fuji w tle,
  • widok przez pola, gdzie w kadrze masz rzędy zielonej herbaty i sylwetkę góry,
  • most nad rzeką w wąskiej dolinie, gdzie Fuji pojawia się nad linią drzew.

Polowanie na Fuji ma jeden minus: czasem przez pół dnia jest tylko „Polowanie na białą ścianę z chmur”. Dlatego właśnie dobrze mieć cały dzień luzu – żeby przesiąść się do innego autobusu, spróbować z innego punktu albo zwyczajnie odpuścić i skoczyć do jeszcze jednego muzeum.

Dzień 3: boczne drogi, świątynie i jeszcze jeden onsen

Trzeci dzień to idealny moment na „Hakone poza główną trasą”. Autobusy w ramach Freepassa docierają w zaskakująco spokojne rejony: małe onsenowe miasteczka, doliny z rzeką, pagórki z lokalnymi świątyniami, gdzie większość turystów nawet nie zagląda.

Możesz zrobić krótki trekking jedną z mniej znanych ścieżek, zajrzeć do świątyni na zboczu wzgórza, a na koniec zafundować sobie jeszcze jedną kąpiel w publicznym onsenie. Z bagażem nie trzeba się męczyć – w wielu stacjach działają przechowalnie, a w Japonii popularne są usługi wysyłki walizki do kolejnego hotelu. To naprawdę uwalnia ręce (i kręgosłup).

Elastyczność przy trzech dniach to złoto: punkty widokowe przerzuć na ten dzień, na który prognozy obiecują najczystsze niebo, a na te bardziej chmurne wrzuć muzea i onseny.

Przy dłuższym pobycie sens ma też lekkie ogarnięcie budżetu: ceny jedzenia, dodatkowe bilety do muzeów (Freepass ich zwykle nie obejmuje), ewentualne kawiarnie i przekąski. Zamiast kalkulować to w notatniku na kolanie, wygodniej ułożyć plan w narzędziu typu Travel Planner – szczególnie jeśli łączysz Hakone z innymi miastami w Japonii.

Jak wycisnąć maksimum z Hakone i co dalej, jeśli kochasz naturę i budżetowe planowanie

Spokojniejszy plan 2–3 dni w Hakone daje kilka konkretnych bonusów. Po pierwsze, wreszcie masz czas na onsen – nie „szybki prysznic w gorącej wodzie”, tylko realny reset. Po drugie, rośnie szansa, że zobaczysz Fuji z jednego z mniej zatłoczonych punktów, a nie tylko z folderu na lotnisku. Po trzecie, używasz Hakone Freepass w normalny sposób – jako wygodny, elastyczny bilet, a nie narzędzie do obsesyjnego liczenia „czy mi się to opłacłio”.

Klucz to elastyczność. Zamiast planu co do minuty, lepiej mieć kilka „klocków” do przesuwania między dniem drugim i trzecim: muzea, viewpointy, spacery. Pogoda w górach lubi się zmieniać, więc warto mieć margines zamiast rozpisanej tabelki jak rozkład jazdy Shinkansena.

Jeśli spodoba ci się taki styl podróżowania – więcej natury, mniej biegania, do tego rozsądne liczenie wydatków – świetnie odnajdziesz się też w innych górskich regionach i parkach narodowych. W tym klimacie jest tekst „Torres del Paine czy Fitz Roy? Porównanie Patagonii, które oszczędzi ci nerwów i pieniędzy” – pomoże ci wybrać między dwoma kultowymi trasami bez przepalania budżetu.

A kiedy po górach zatęsknisz za ciepłą wodą i maską do nurkowania, zajrzyj do artykułu „Similany i Suriny vs Koh Tao: gdzie w Tajlandii najlepiej nurkować?” – to podobny dylemat, tylko zamiast trekkingów masz rafy i łodzie.

Jeśli natomiast lubisz patrzeć na podróże także przez pryzmat realnych kosztów życia, może cię wciągnąć tekst „Szwecja na patelni i pod maszynką: ile naprawdę zostaje kucharzowi i fryzjerowi po opłaceniu życia?” – bo budżet w podróży zaczyna się dużo wcześniej niż przy kasie w sklepie z pamiątkami.

O autorze

Sebastian Boguszewicz

Podróżnik, fotograf podróżniczy. Architekt oprogramowania. https://500px.com/p/sebbie1o1

2 komentarzy

  1. Bardzo się utożsamiam z tym „zwiedzaniem muzeum biegiem” – mój pierwszy wyjazd do Hakone był dokładnie taki. Zrobiliśmy całą pętlę w jeden dzień z Tokio, odbębniliśmy wszystkie „atrakcje obowiązkowe” i wróciłam bardziej zmęczona niż zachwycona. Dopiero przy drugiej wizycie, kiedy zostaliśmy na dwie noce w ryokanie i daliśmy sobie czas na onsen i spokojne spacery, poczułam, o co w Hakone naprawdę chodzi. Jestem ciekawa, czy masz jakieś ulubione mniej oczywiste miejsca w okolicy, które warto odwiedzić właśnie przy takim wolniejszym planie?

    1. Paweł, dzięki za ten komentarz, mam wrażenie, że wiele osób ma dokładnie taką samą pierwszą wizytę jak Ty. Przy wolniejszym planie bardzo lubię małe świątynki i kapliczki w okolicy stacji Miyanoshita oraz spacer leśną ścieżką między stacjami Tonosawa i Hakone-Yumoto – jest zupełnie pusta, a pozwala poczuć klimat gór bez wielkiego trekkingu. Jeśli macie czas, fajnym uzupełnieniem jest też małe, mniej oblegane Hakone Museum of Photography niedaleko Gora.